Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2025

A potem...

 Potem potoczyło się zwykłe życie zwykłej rodziny. Życie powojenne, raczej biedne, gdzie jeden człowiek pracuje w domu i wychowuje dzieci, a drugi pracuje w urzędzie. Dziś nikt nie nazwałby takiego życia zwykłym, bo tu zamiast  słowa królował pas i kary nieadekwatne do wieku i wykroczeń dzieci. Ojciec lał i tyle, a skórzany pas wisiał tuż obok wejściowych drzwi jakby tylko czekał. W tamtych czasach to było normą, jak dzieciak zawinił mówiło się, że "pas będzie w robocie". To wtedy się nazywało WYCHOWANIEM. Młodsza była tak "wychowywana " mniej więcej do dziesięciu lat. Pas furczał w domu, że hej. Mała była sprytna, nauczyła się, że jak kucnie, to pas ją owszem, dosięgnie, ale nie będzie śladów na nogach. Pleców , brzucha i tak nie widać pod sukieńczyną, ale nogi, latem...o raju! Starsza miała jeszcze gorzej, bo czy ktoś wie jak bolą uszy , kiedy ojciec podnosi za nie dziecko do góry? Młodsza wspomina inny rodzaj kary: przywiązywanie nogi dziecka do nogi od stołu za ...